środa, 15 sierpnia 2012

Chapter 11. Wonderwall

Weszłam na salę i usiadłam w kącie.
- Dobrze, tak więc teraz wybierzemy kilka osób które zagrają w teledysku.- Wstaliśmy i zaczęliśmy tańczyć wskazany układ, starałam się go tańczyć jak najgorzej się da, bo raczej głupio by było gdybym tam wbiła i okazało się ,że mam grać główną postać i oprócz tego tańczyć. Wybrali tą 9 dziewczyn i zajęcia się skończyły. To znaczy dla mnie i dal innych nie wybranych. Przebrałam się w poprzedni strój i wyszłam. Sprawdziłam godzinę, była 15. Poszłam do jakiegoś baru chińskiego i zamówiłam sobie jedzenie. Potem wróciłam do domu, gdzie wzięłam prysznic i przebrałam się. Gdy usiadłam sobie przed telewizorem zadzwonili chłopcy. W sensie The Wanted.
- Czego dusza pragnie ?
- Robisz coś dzisiaj ?
- Nie, leżę na kanapie i się nudzę.
- To wbij do nas, to pooglądamy mecz i ogólnie będzie spoko.
- Okej, Jay możesz po mnie przyjechać bo mi dupy ruszać za bardzo nie chce.
- No spoko młoda, będę za jakieś pół godziny.
- To do zobaczenia. - Uczesałam się i do kieszeni włożyłam telefon, papierosy i zapalniczkę. Zamknęłam drzwi i zeszłam na dół gdzie wypaliłam szluga. Kiedy wyrzuciłam niedopałek podjechał Jay.
- Siemanko. - Przywitałam się z nim i wsiadłam do jego samochodu.
- Hej, co to dzisiaj za strój ?
- Czy ja muszę się ubierać w jednym stylu ? - Spojrzałam się na niego unosząc brew.
- Nie no, oczywiście, że nie.
- Kto gra tak w ogóle ?
- Arsenal z Bayernem.
- To będzie ciekawy mecz. - Dojechaliśmy do nich i weszłam do do dużego pokoju, gdzie doznałam szoku. Meble było odsunięte pod ściany a na środku leżały materace, a obok nich stała lodówka z piwem i colą. - Niezłe przygotowanie.
- Niezłe ! Jak możesz Summer, ranisz nas. - Powiedział wchodzący Max udając ,że płacze.
- Wybacz mi !Nie wiedziałam ,że jesteś taki wrażliwy. - Powiedziałam z sarkazmem.
- No nie jestem, ale laski na to lecą. - Powiedział szczerząc się, ja za to wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.- Ej no z czego się śmiejesz ?
- Z niczego. - Powiedziałam z kamienną miną. - Za ile zaczyna się mecz.
- Za... właściwie to już. - Powiedział Jay. - CHŁOPAKI MECZ. - Wydarł się.
- Następnym razem ostrzeż mnie, że będziesz się drzeć.
- Okej. - Powiedział i się uśmiechnął. Ułożyliśmy się na materacach wygodnie, a ja wzięłam do rąk puszkę coli, jednak kiedy pokazali bramkarza Londyńskiego klubu puszka wypadła mi z rąk. Spojrzałam się na chłopaków.
- JAK ON SIĘ NAZYWA ?!
- Kto ?
- BRAMKARZ ARSENALU !
- Szczęsny. Wojtek. Jest spoko.
- Wy go znacie ?
- A no. - Powiedzieli
- Macie mnie z nim poznać ! To nie jest prośba tak btw, tylko rozkaz moi kochani. - Powiedziałam odwracając się w stronę telewizora.
Trzymałam kciuki za Wojtka, mecz skończył się jak na razie remisem,a teraz pozostały karne. Nagle usłyszałam tak dobrze znane mi Wonderwall, które miałam ustawione za dzwonek.
- Halo ?
- Hej Sum.
- Lou ! - Prawie pisnęłam.
- Mała, mam złe wieści. Trasa się trochę przedłuży, więc wracamy za dokładnie 2 miesiące.
- Szkoda, dobra ja. - Przerwał mi dziki wrzask chłopaków. Poleciałam do telewizora i nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. - TAK ! Arsenal wygrał !  No właśnie ja kończę.
- To dobrze ,że Arsenal wygrał, ja kończę mała. Pa
- Pa Louis. - Rozłączyłam się i dołączyłam do chłopaków którzy skakali w kółeczku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz